środa, 23 lutego 2011

Mroczne klimaty Żulczyka (Jakub Żulczyk - "Zmorojewo")

W październiku ubiegłego roku miałam okazję zrecenzować powieść "Instytut", której autorem jest Jakub Żulczyk. Ostatnie zdanie mojej recenzji brzmiało następująco: 

„Mam nadzieję, że Jakub Żulczyk w swojej kolejnej powieści zaskoczy mnie czymś oryginalnym. Kto wie - może nawet w niedalekiej przyszłości?”. 

Tak też się stało za sprawą jego najnowszej  książki, którą jest „Zmorojewo”. Wow – to słowo ciśnie mi się na usta, gdy zamykam jego powieść. Wiecie dlaczego? Odpowiedź jest prosta - bo jego wyobraźnia stworzyła coś niesamowitego i oryginalnego – historię, którą śledzimy nie mogąc oderwać się od książki.  

Bohaterem tej powieści jest piętnastoletni Tytus Grójecki – wielki fan gier komputerowych, horrorów gdzie przyjdzie mu pomagać przy gospodarstwie należącym do dziadków. Jak się później okaże, nie będą to takie nudne i pozbawione rozrywek wakacje. A wszystko za sprawą ukrytego miasta „Zmorojewa”, do którego nieoczekiwanie trafi Tytus. Na tym oczywiście nie skończą się jego przygody – można rzec, że to dopiero początek zdarzeń, które na zawsze zmienią jego życie. Nic więcej Wam nie zdradzę – nie chcę Wam psuć zabawy, a już na pewno nie chcę odbierać Wam „przyjemności” płynącej z poznawania innych bohaterów powieści Żulczyka, któremu z całą pewnością nie można odmówić wyobraźni. 

Tym, co może nieco razić w książce jest nasza polska rzeczywistość. Zapewne wszystko wydawało by się o wiele bardziej fascynujące, gdyby zjawy i zmory nawiedziły nie miejscowość Głuszyce, a  jakieś odcięte niemal od świata amerykańskie miasteczko. Poza tym drobnym szczegółem nie mogę Żulczykowi nic zarzucić – o ile „Instytut” przerażał i trzymał w napięciu, by na końcu pozostawić niedosyt, o tyle „Zmorojewo” trzyma odpowiedni poziom aż do samego końca. Na okładce książki  możemy znaleźć następującą uwagę: 

„Jakub Żulczyk bawi się konwencjami. Zmorojewo to powieść fantastyczno – przygodowa i jednocześnie horror. Są tu istoty jak z kart Strauba, barkera czy Kinga. Jest Lustro Twardowskiego i Kwiat Paproci, są tajemnicze Klucze i wiele innych symboli. Tak, w Zmorojewie Żulczyk bawi się znakomicie. Ale co ważniejsze, zadbał o to, by świetnie bawili się czytelnicy”. 

Jakże trafne są te słowa – Jakub Winiarski w tych kilku zdaniach idealnie opisał powieść Żulczyka, który oddał w ręce czytelników kawał fantastyki na całkiem przyzwoitym poziomie. W jego powieści można odnaleźć liczne odniesienia do legend i postaci znanych nam z literatury, takich jak Twardowski, czy Baba Jaga. Jest też całkiem sporo odniesień do teraźniejszości, w której ulokowana jest akcja książki. Historia jaką zaserwował Żulczyk przypomina jazdę bez trzymanki – fikcja miesza się z rzeczywistością i w jednej chwili zaczynamy się zastanawiać, czy aby pewnego dnia to my nie znajdziemy się w podobnej sytuacji co mieszkańcy Głuszyc, który wbrew sobie musieli wziąć udział w walce, w której Zło mogło zwyciężyć w każdej chwili.  

W „Zmorojewie” kilka razy pojawia się nazwisko jednego z czołowych twórców horrorów, a mianowicie Stephen’a King’a. Myślę, że jego nazwisko nie pojawiło się tam przypadkowo… „Zmorojewo” to kolejna powieść, w której dominuje mroczny klimat i kolejna książka, w której widać, jak dobrze Jakub Żulczyk czuję się tworząc mrożące krew w żyłach historie – nie wykluczone, że tego typu historie mają sprawić, że będzie on postrzegany jako polski Stephen King. Z książki na książkę wychodzi mu to coraz lepiej. Moja nadzieja co do tego, że Żulczyk znowu zaskoczy czymś swojego czytelnika ustąpiła miejsca pewności, co do tego, że na pewno tego dokona – być może już niedługo. Liczę na to i zachęcam do sięgnięcia po jego nową powieść.

wtorek, 22 lutego 2011

Stos z dedykacją...

...dla Izy :) która ma dziś "głód na czyjś stos" :P





Książki z Wydawnictwa Literackiego i inne nabytki, którymi dotąd się nie chwaliłam... Na samym dole książka wygrana w konkursie :)




Recenzję Murakamiego i "Niepokornych..." możecie znaleźć na blogu. Recenzja książki "Malowany ptak" na dniach... Aktualnie czytam "Zmorojewo" Żulczyka. Jestem już w połowie. 


niedziela, 20 lutego 2011

To straszne...

...ale cóż poradzić. 

Z tym, że ludzie nie czytają książek, bo im się zwyczajnie nie chce, pogodziłam się jakiś czas temu... Ale żeby aż tyle osób nie było w stanie przeczytać nawet 3 stron czegokolwiek? Nie do pomyślenia. Straszne, żałosne, okropne. I myślę, że będzie coraz gorzej. Już teraz tylko krótkie i konkretne informacje trafiają do ludzi - jeszcze trochę, a zaczniemy się posługiwać samymi znaczkami, emotikonami i skrótami, bo nawet kilka słów będzie niektórym sprawiało ogromną trudność.

Tutaj możecie znaleźć krótką analizę dotyczącą stanu czytelnictwa. Odpowiedź na pytanie: "Czy w ciągu ostatniego MIESIĄCA przeczytała Pan jakiś tekst dłuższy niż 3 strony maszynopisu (o objętości dłuższego artykułu w gazecie lub na portalu internetowym, krótkiego opowiadania, rozdziału w książce, itp.)?" zwala z nóg. 

Ja osobiście nie wyobrażam sobie życia bez książek - już dawno przestałam oglądać telewizję stwierdzając, że moje życie jest spokojniejsze bez tego typu rozrywki.  Sama szerzę czytelnictwo jak tylko mogę - w gronie znajomych, bądź we własnym domu podsuwając mamie książkę, na którą skusi się od czasu do czasu. Wiadomo - każdy ma zupełnie inne podejście do książek, ale smuci mnie, że wiele osób postrzega je jako coś "męczącego" bądź jako zupełną stratę czasu. 

Pozwolę sobie wkleić obrazek znaleziony w sieci (autor: Andrzej Mleczko). Wiele w tym prawdy...


Na koniec napiszę, że nie tracę do końca nadziei - pociesza mnie fakt, że jest tyle blogów, na których ludzie dzielą się wrażeniami z przeczytanych książek, bądź portali takich jak biblioNETka, lubimyczytac, nakanapie, yesbook gdzie można znaleźć świetne recenzje i interesujące dyskusje.

czwartek, 10 lutego 2011

Kobiety, które miały odwagę (Cristina De Stefano - „Niepokorne. Kobiety, które zmieniały świat”)

Końcem stycznia w księgarniach ukazała się książką „Niepokorne. Kobiety, które zmieniały świat”. Autorką publikacji jest Cristina De Stefano – włoska pisarka i  wieloletnia felietonistka „Elle”. Książka ta przedstawia sylwetki dwudziestu kobiet:

Berenice Abbott, Ruth Benedict, Rachel Carson, Caresse Crosby, Dorothy Dandridge, Hilda Doolittle, Dorothy Draper,  Amelia Earhart, Mary Frances Kennedy Fisher, Slim Keith, Dorothea Lange, Lee Miller, Josephine Nivinson, Sister Parish, Dorothy Parker, Margaret Sanger, Anne Sexton, Kay Swift, Tasha Tudor, Mae West.

Autorka publikacji przedstawiła w swojej książce sylwetki kobiet niepokornych, niezależnych, upartych, pewnych siebie, utalentowanych, mądrych, pięknych, i nietuzinkowych. Mnie szczególnie zainteresowały kobiety, które miały odwagę stawić czoła przeciwnością losu… Wśród nich można odnaleźć Rachel Carson, która  była jedną badaczką, która miała odwagę podjąć walkę mającą uświadomić społeczeństwu niebezpieczeństwa, jakie niesie środków owadobójczych w glebie, rozpadlinach skalnych i żywności – w czasach kiedy informowała o szkodliwości pestycydów, ekologią interesowało się niewiele osób. Ona sama ośmieliła się zwrócić uwagę na zagrożenia, które staną się widoczne dla innych dopiero za kilka lat. Jej działania nie spotkały się z aprobatą zakładów chemicznych… Jej siła i determinacja obudziła w społeczeństwu wrażliwość. Nawet będąc nieuleczalnie chorą prowadziła swoje badania, gromadząc stosy materiałów oceniających zagrożenia rakotwórcze powodowane przez pestycydy. Postawa godna podziwu… 

 

Kolejną osobą, która zwróciła moją uwagę była Amelia Earhart – kobieta, która w brawurowy sposób pilotowała samolot, dzięki czemu stała się urzeczywistnieniem wizerunku amerykańskiej bohaterki. Nie było granicy, które by nie przekroczyła, o czym można przekonać się śledząc krótką biografię zaprezentowaną przez Cristine De Stefano. Amelia jaką dane jest nam poznać to niesamowita kobieta – jej determinacja motywuje nas do działania. Jej największym marzeniem był własny samolot – aby je spełnić imała się wszelkich zajęć… Jej marzenie spełnia się dzięki matce, która nie chcąc, by córka zarabiała pieniądze pracując na stanowiskach dotąd zarezerwowanych dla mężczyzn, sprezentowała jej na dwudzieste piąte urodziny samolot. Amelia ma na swoim koncie kilka ważnych dokonań – w 1928 roku jako pierwsza kobieta przeleciała nad Atlantykiem. Wówczas zajmowała miejsce pasażera. W 1932 roku przeleciała nad Atlantykiem sama pilotując samolot Była wówczas drugą osobą na świecie, która tego dokonała. Te dokonania sprawiły, że zaczęła marzyć o tym, czego jeszcze nikt nie dokonał… Lot dookoła świata był jej kolejnym wielkim marzeniem – marzeniem, który doprowadził do jej śmierci. 

 

Wśród wszystkich pisarek, aktorek i kobiet robiących zdjęcia na szczególną uwagę zasłużyła sobie Margaret Sanger, która swoją rolę upatrywała w informowaniu i uświadamianiu kobiet na temat seksu i metod zapobiegania ciąży, co  nie spotkało się z przychylnością. Sanger szukała wiedzy na temat antykoncepcji i seksualności we wszystkich możliwych publikacjach – była niezwykle zaangażowana, o czym mogą świadczyć liczne procesy, które przeciwko niej wytoczono. Przeciwności, które ją spotykały jeszcze bardziej motywowały ją do działania, mającego pomóc kobietom – nie tylko tym żyjącym w Ameryce. 

 

Na liście włoskiej pisarki znalazło się dwadzieścia nazwisk amerykańskich kobiet, bez których rzekomo  XX wiek wyglądałby inaczej. Czy aby na pewno? Mniemam, że powyższy wybór opierał się tylko i wyłącznie na subiektywnych odczuciach autorki – wśród tych wszystkich nazwisk, tylko niektóre zasługują na uwagę. Zdziwiła mnie ilość biografii pisarek i poetek, a tym bardziej fakt, że wśród nich nie znalazło się nazwisko najbardziej znanej w moim przekonaniu amerykańskiej pisaki, jaką była Sylvia Plath. Trudno mi kwestionować wybór autorki książki, jednak jakoś nie mogę pogodzić się z brakiem nazwiska autorki „Szklanego kloszu”, który przez wielu uważany jest za książkę wybitną, którą trzeba znać. 

 

Wielkim plusem tej książki jest okrojona wersja życiorysów – autorka skupiła się na najważniejszych faktach – na każdą biografię składa się kilka, kilkanaście stron, które w niebywały sposób rozbudzają naszą ciekawość i pozostawiają niedosyt, który w każdej chwili możemy zaspokoić sięgając do innych publikacji. Biografię są niezwykle interesujące – pomimo tego, że ja sama znałam zaledwie kilka nazwisk śledziła losy poszczególnych kobiet z wielki zainteresowaniem…

poniedziałek, 7 lutego 2011

W świecie 1Q84 (Haruki Murakami "1Q84, tom I)

Haruki Murakami to pisarz dosyć osobliwy – kto czytał jego książki, wie o czym mowa, a komu nie było to dane, już po kilku stronach poczuję specyfikę jego pisarstwa, która sprawia, że nie można go pomylić z żadnym innym pisarzem… Świat, który kreuje w swych książkach przyprawiony jest szczyptą magii, która w mgnieniu oka czyni go wyjątkowym. Tak też jest w przypadku jego najnowszej powieści będącej pierwszym tomem trylogii „1Q84”.

Głównymi bohaterami książki są instruktorka sztuk walki i morderczyni, oraz wykładowca matematyki. Ich losy ukazywane są naprzemiennie – raz mamy okazję czytać rozdział poświęcony Aomame, by w kolejnym dowiedzieć się nieco więcej o życiu Tengo. Podczas lektury okazuje się, że łączy ich znacznie więcej niż początkowo przypuszczaliśmy – przede wszystkim odkrywamy, że główni bohaterowie znali się w przeszłości. Ich drogi ponownie krzyżują się w ich dorosłym życiu, za sprawą wydarzeń, w których odegrają znaczące role. Zarówno Aomame jak i Tengo nie opuszcza wrażenie, że świat i rzeczywistość, w której się znajdują zatracają realizm, wręcz stają się równoległą rzeczywistością… Ową inną rzeczywistość w pewnym momencie zaczyna odczuwać główna bohaterka – aby ją odróżnić nadaje jej nową nazwę: 

„Rok 1Q84 – tak będę nazywała ten nowy świat, postanowiła Aoname. Q pochodzi od słowa question mark, czyli znak zapytania. Coś niosącego w sobie pytanie. Idąc, kiwała głową. Czy mi się podoba czy nie, znalazłam się teraz w tym roku 1Q84. Roku 1984, który znałam, nigdzie już nie ma. Teraz jest rok 1Q84. Zmieniło się powietrze, zmienił się krajobraz. Muszę się możliwie jak najszybciej dostosować do tego świata, ze znakiem zapytania. Jestem jak zwierzę wypuszczone do obcego lasu. Żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo i przetrwać, trzeba niezwłocznie zrozumieć zasady rządzące tym miejscem i dostosować się do nich”. [1] 

Fragment ten wyraźnie wskazuje na genezę tytułu, jaki Murakami wybrał dla swojej powieści. Owe „Q” to pytania, które padają ze strony głównych bohaterów, jak i nas – czytelników, których Murakami wciąga do swojej gry i po raz kolejny perfekcyjnie wykreowanego świata, w którym prawda miesza się z fikcją.

W powieści pojawia się również nawiązanie do książki Georga Orwella „1984” – Wielki Brat, który pojawia się w jego powieści, u Murakamiego został zastąpiony przez tajemniczych Little People. Trudno jednoznacznie określić kim oni są… Nie wiedzą tego również sami bohaterowie, którzy wciąż przywołują ich w swoich opowieściach i rozmowach. Myślę, że interpretacja owych postaci w dużej mierze jest interpretacją indywidualną, która u każdego czytelnika przybierze nieco inny kształt. Muszę również zaznaczyć, że pierwszy tom stanowi zaledwie zarys ich sylwetek – pojawiają się w opowieściach nastolatki, której powieść poprawia Tengo. Pojawiają się też pewnej nocy w domu starszej kobiety, na zlecenie której pracuje Aomame. Jest chyba jeszcze nieco za wcześnie, aby móc w pełni określić ich rolę i miejsce w powieści Murakamiego, jak i w tym nowym świecie – roku 1Q84. Na chwilę obecną wiemy o nich niewiele – po za tym, że są następcami Wielkiego Brata, który stanowi dziś pewnego rodzaju symbol: 

„Jak wiesz, w powieści Rok 1984 George Orwell opisał dyktatora zwanego Big Brother. Oczywiście była to alegoria stalinizmu. I od tamtego czasu pojęcie Big Brother zaczęło funkcjonować jako pewnego rodzaju społeczny symbol. To jest zasługa Orwella. Lecz w prawdziwym roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym czwartym Big Brother stał się zbyt sławny i przez to niemal oczywisty. Gdyby siętutaj pojawił, prawdopodobnie wskazalibyśmy go palcem, mówiąc: - „Uważajcie! To Big Brother!”. Inaczej rzecz ujmując, w rzeczywistym świecie nie ma już dla niego miejsca. Zamiast niego pojawili się ci Little People. Nie uważasz, że to bardzo ciekawy kontrast słowny? Patrząc Tengo prosto w oczy, profesor, jakby lekko się uśmiechnął. – Little People są niewidzialni. Nie wiemy nawet, czy są dobrzy, czy źli, czy mają prawdziwą postać, czy nie, ale niewątpliwie będą nam zatruwać życie…” [2]

Muszę przyznać, że jest to wielce intrygujący fragment – daje wiele do myślenia… Biorąc pod uwagę, że to dopiero pierwszy tom, mam wielką nadzieję, że Murakami pokaże na co go stać, rozwijając ten wątek w kolejnych tomach swojej trylogii. 

Tom pierwszy kończy się w najmniej odpowiednim momencie, a mianowicie wtedy, gdy czytelnik na dobre wciągnie się w lekturę… Nagle wszystko się urywa, a nas ogarnia złość, która nie pozwala spokojnie usiedzieć w miejscu – świadomość, że drugi tom jest poza naszym zasięgiem wcale nie pomaga. 

Nie spodziewałam się, że ta historia aż tak mnie wciągnie – po przeczytaniu kilku książek Murakamiego miałam wrażenie, że już nic mnie nie zaskoczy. Ha! A jednak się myliłam. Murakami po raz kolejny zawładnął moim umysłem. Mam tylko nadzieję, że kolejne tomy będą równie dobrze napisane i wiele moich wątpliwości i pytań w końcu zostanie rozwiązane. Już nie mogę się doczekać, kiedy znowu zobaczę dwa księżyce… 

[1] Haruki Murakami, 1Q84, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2010, str. 175 – 176
[2] Tamże, str. 366

piątek, 4 lutego 2011

Czary mary!

W oczekiwaniu na recenzje, które się produkują chciałabym Was zaprosić do obejrzenia małego widowiska - pop - up book w cudownej odsłonie.

The Ice Book (HD) from Davy and Kristin McGuire on Vimeo.

piątek, 28 stycznia 2011

Samo nazwisko nie wystarczy (Stephen King - "Oczy smoka")

Przez wiele lat uważałam Stephen’a King’a za niekwestionowanego autora horrorów – były to lata, kiedy uczęszczałam do szkoły średniej i namiętnie zaczytywałam się w tworzonych przez niego książkach - do dziś mam do kilku sentyment. Z czasem jego historie przestały wywierać na mnie większe wrażenie – poczucie wtórności i brak odkrywczości towarzyszył mi przy lekturze każdej kolejnej powieści… Ostatnio w moje ręce trafiła wydana po raz pierwszy w 1987 roku, a wznowiona w ostatnim czasie przez wydawnictwo Albatros powieść „Oczy smoka”. Książka ta znacząco odbiega od standardów pisarza, który od lat serwuje swoim czytelnikom – zamiast powieści mrożącej krew w żyłach, King stworzył historię, próbującą naśladować powieść fantasy.

Akcja książki rozgrywa się w królestwie Delain, rządzonym przez króla Rolanda.  Pewnego dnia zostaje on otruty, a o morderstwo zostaje posądzony najstarszy syn, który zgonie z panującymi zasadami powinien objąć po nim tron. Ktoś jednak chciał, by było inaczej… Trudno mi wyróżnić głównego bohatera tej fantastycznej powieści, bowiem każda postać odgrywa w tej książce istotną i znaczącą rolę. 

„Oczy smoka”  to powieść w gruncie rzeczy skierowana do dzieci i młodzieży – fabuła nie jest skomplikowana, a książka pozbawiona jest właściwie akcji, przez co brakuje jej polotu i tego „czegoś”, co czyniłoby z niej lekturę wartą uwagi. Jej struktura i narracja przypominają opowieść bajarza, który momentami gubi się w swojej opowieści, w której odnaleźć można wiele niedopowiedzeń. Wiele osób uznaję te elementy za jej główne mankamenty. No cóż – chyba muszę przyznać im rację, mając nadzieję, że młodsi czytelnicy dostrzegą w niej coś więcej niż ja… Może gdybym i ja przeczytała ją w młodości, wzbudziła by we mnie większy zachwyt? Kto wie…

Książki Roku 2010




26 stycznia w Bibliotece Narodowej po raz dziewiąty wręczono nagrody miesięcznika „Magazyn Literacki KSIĄŻKI” za KSIĄŻKI MIESIĄCA oraz KSIĄŻKI ROKU 2010. Gospodarzami spotkania byli dyrektor Biblioteki Narodowej – dr Tomasz Makowski oraz redaktor naczelny Magazynu Literackiego KSIĄŻKI - Piotr Dobrołęcki.
Tytułem KSIĄŻKI ROKU 2010 wyróżniono:

„Dziennik. Tom 1. 1962-1969” Sławomira Mrożka (Wydawnictwo Literackie),
„Dzicy detektywi”
Roberta Bolano (Muza),
„Kiedy Bóg odwrócił wzrok”
Wiesława Adamczyka (Rebis),
„Muzeum Narodowe w Krakowie i Kolekcja Książąt Czartoryskich”
(Arkady),
„Wielki słownik niemiecko-polski”
(Wydawnictwo Naukowe PWN). 

Tytuł WYDAWCA ROKU 2010 otrzymało Wydawnictwo Zysk i S-ka „za przywrócenie blasku literaturze podróżniczej".

Nagrodę za WYDARZENIE ROKU redakcja „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” przyznała Wydawnictwu Świat Książki za „odwagę wydania i sukces rynkowy publikacji Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”.

W tym roku przyznano również wyróżnienie specjalne WYDAWCA DZIESIĘCIOLECIA 2001-2010. Otrzymało je wydawnictwo Biały Kruk „za największą w świecie popularyzację dzieła i osoby bł. Jana Pawła II, promocję Polski i rodzimych autorów oraz szczególnie wysoki poziom edytorski”.






Poniżej znajdziecie spis wszystkich książek miesiąca: 

Styczeń:

1. Adam Zagajewski „Niewidzialna ręka”, Znak, poezja
2. Joseph E. Stiglitz, Linda J. Bilmes “Wojna za trzy biliony dolarów”, tłum. Zofia Wiankowska-Ładyga, Wydawnictwo Naukowe PWN, ekonomia
3. Sonia Draga, „Świat w moim obiektywie”, Wydawnictwo Sonia Draga, albumy
4. Rudyard Kipling, „Księga dżungli”, tłum. Andrzej Polkowski, Media Rodzina, dla dzieci i młodzieży



Luty:

1. Dan Brown, „Zaginiony symbol”, tłum. Zbigniew Kościuk, Albatros/Sonia Draga, proza obca
2. Tomasz Mościcki, „Teatry Warszawy 1939”, Bellona, teatr
3. Mieczysław Żbik, „Tatry. Czery pory roku”, Biały Kruk, albumy
4. „1000 miejsc w Polsce, które warto w życiu zobaczyć”, Muza, leksykony



Marzec:

1. Ala al-Aswani, „Chicago”, tłum. Izabela Szybilska-Fiedorowicz, Smak Słowa, proca obca
2. Artur Domosławski „Kapuściński non-fiction”, Świat Książki, biografie
3. Ryszard W. Kluszczyński, "Sztuka interaktywna", Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, esej
4. „Muzeum Narodowe w Krakowie”, Arkady, albumy



Kwiecień:

1. Roberto Bolano, „Dzicy detektywi”, tłum. Tomasz Pindel, Nina Pluta, Muza SA, proza obca
2. Annie Proulx, „Dobrze jest, jak jest”, tłum. Marta Jabłońska-Majchrzak, Konrad Majchrzak, Rebis, proza obca
3. Adam Bujak, kardynał Stanisław Nagy „Europa krzyżem bogata”, Biały Kruk, religia
4. Iwona L. Konieczna, Marcin Popowski, „Porady na zdrady”, wydawnictwo Czarny Smok, poradniki



Maj:

1. Tadeusz Zubiński „Ogień przy drodze”, Zysk i S-ka, proza polska
2. „Wielki słownik niemiecko-polski”, Wydawnictwo Naukowe PWN, słowniki
3. Wiesław Adamczyk „Kiedy Bóg odwrócił wzrok”, tłum. Ewa Ledóchowicz, Rebis, wspomnienia
4. Beata Pawlikowska „Blondynka, jaguar i tajemnica Majów”, G+J RBA/National Geographic, podróże



Czerwiec:

1. Marek Nowakowski, „Czarna i Mała”, Świat Książki, proza polska
2. Haruki Murakami, „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”, tłum. Jędrzej Polak, Muza SA, autobiografie
3. Elif Safak „Bękart ze Stambułu”, tłum. Michał Kłobukowski, Wydawnictwo Literackie, proza obca
4. Ewan McGregor, Charley Boorman, „Wielka wyprawa na południe”, tłum. Jacek Mikołajczyk, Sonia Draga, reportaże



Lipiec:

1. Cezary Prasek, „Złota młodzież PRL”, Bellona, życie społeczne
2. David Benedictus, „Powrót do Stumilowego Lasu”, tłum. Michał Rusinek, Nasza Księgarnia, dla dzieci i młodzieży
3. Andrzej Kapłanek, „Pałkiewicz. Droga odkrywcy”, Zysk i S-ka, biografie
4. Wojciech J. Katner (red.), „Prawo zobowiązań – umowy nienazwane”, C.H. Beck/Instytut Nauk Prawnych PAN, prawo



Sierpień:



1. Mons Kallentoft, „Ofiara w środku zimy”, tłum. Bratumiła Pawłowska-Pettersson, Rebis, proza obca
2. Bolesław Leśmian, „Poezje zebrane”, Państwowy Instytut Wydawniczy, poezja
3. Adam Bujak, Jolanta Sosnowska, „Prawy i sprawiedliwy”, Biały Kruk, albumy
4. Marek Radziwon, „Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie”, W.A.B., biografie



Wrzesień:

1. Tadeusz Korzeniewski, „W Polsce”, Oficyna Wydawnicza Volumen, Bellona, proza polska
2. Adam Bujak, Krzysztof Ożóg, „Chwała Grunwaldu”, Biały Kruk, albumy
3. Jeanette Winterson, „Dyskretne symetrie”, tłum. Anna Bernaczyk, Rebis, proza obca
4. Elżbieta Traple, „Umowy o eksploatację utworów w prawie polskim”, Wolters Kluwer, prawo



Październik:

1. Maria Nurowska, „Nakarmić wilki”, W.A.B., proza polska
2. Paul Martin, „Seks, narkotyki i czekolada”, tłum. Anna Dzierzgowska, Muza SA, esej
3. Sławomir Mrożek, „Dziennik, t. 1. 1962-1969”, Wydawnictwo Literackie, biografie/wspomnienia
4. „Hołd katyński”, Biały Kruk, albumy



Listopad:

1. Martyna Wojciechowska, „Kobieta na krańcu świata 2”, National Geographic (marka G+J RBA), reportaż
2. Giulia Marrucchi, Riccardo Belcari, „Sztuka przedromańska i romańska”, tłum. Anita Kłos, Arkady, sztuka
3. Andrzej Skworz, Andrzej Niziołek (red.), „Biblia dziennikarstwa”, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, dziennikarstwo
4. „Zamek Soria Moria. Baśnie Norweskie”, tłum. Beata Hłasko, Adela Skrentni-Olsen, Media Rodzina, dla dzieci i młodzieży



Grudzień:

1. Grzegorz W. Kołodko, „Świat na wyciągnięcie myśli”, Prószyński i S-ka
2. Bertrand M. Patenaude, „Trocki. Upadek rewolucjonisty”, tłum. Jerzy Wołk-Łaniewski, Wydawnictwo Dolnośląskie
3. Estera Żeromska, "Japoński teatr klasyczny. Korzenie i metamorfozy", Trio, teatr
4. Janusz Głowacki, „Good night, Dżerzi”, Świat Książki, proza polska.


wtorek, 18 stycznia 2011

Rudowłosa - Jaye Wells

Książki o wampirach cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem i wcale nie zanosi się na to, żeby uległo to zmianie w najbliższym czasie, o czym może świadczyć ukazywanie się kolejnych cyklów, bądź pojedynczych tomów, w których główną rolę odgrywają rządne krwi istoty. Nie inaczej jest w przypadku cyklu, którego autorką jest Jaye Wells. 


Bohaterką jej książek jest Sabina Kane (córka maga i wampirzycy, a co za tym idzie - pół wampirzyca, pół nekromantka). Sabina jest zabójczynią na usługach Domini, przywódczyń wampirów. – tylko tak może realizować się mieszaniec taki jak ona, co też robi, wypełniając zadania powierzone przez jej babkę, Lawinię. Wykorzystywana przez swoją babcię Lawinie, dostaje zadanie, od którego zależy kruchy pokój między wampirami, a magami. Choć zadanie nie jest łatwe, Sabina podejmuje się go, chcąc sprawić, aby jej babcia była z niej w końcu dumna... Jej życie komplikuje się, gdy podczas wykonywania jednego z zadań poznaje kilka istotnych szczegółów dotyczących okoliczności jej przyjścia na świat i roli, jaką w tym wszystkim odegrała jej babka, która jawiła się Sabinie jako niedościgniony wzór. 

Do książki „Rudowłosa”, który stanowi pierwszy tom cyklu przygód Sabiny Kane starałam się podejść z dystansem – w ostatnim czasie nie trafiłam na ani jedną dobrą książkę o wampirach, stąd obawiałam się, że książką Wells będzie podobnie . Nie spodziewałam się, że ta pozycja powali mnie na kolana - nie znaczy to jednak, że książka była zła. Doczytałam ją do końca, co chyba mówi samo za siebie… Na początku nie opuszczało mnie poczucie wtórności, powielania klisz i stereotypów.  Z czasem pozbyłam się swoich uprzedzeń na rzecz spokojnej lektury, w której znalazłam całkiem ciekawe odstępstwo od normy – autorka wrogami wampirów uczyniła magów. Od czasu do czasu można napotkać dosyć humorystyczne fragmenty, będące miłą odmianą i odskocznią od wulgaryzmów, które dosyć często pojawiają się na stronicach „Rudowłosej”, co jak dla mnie jest ogromnym minusem tej książki – nie trzeba ich przecież nadmiernie używać, aby coś podkreślić – a już na pewno nie muszą one padać z ust wampirzycy, która jest motorem napędowym i najmocniejszym akcentem książki. Jest to postać bardzo charakterystyczna i ciekawie wykreowana. Dzięki swej zadziorności, niezależności i silnemu charakterowi przyciąga do siebie czytelnika – gdyby mogła, opuściłaby karty powieści, by zacząć żyć swoim życiem. Muszę zaznaczyć, że Sabina nie jest jedyną oryginalną postacią – na kartach tej powieści spotkamy również nimfy, demony i magów, którzy zapewne w kolejnych częściach cyklu odegrają nieco istotniejsze role – szczerze mówiąc, liczę na to bardzo.

Ciężko jest mi wystawić ocenę tej książce – w moim odczuciu zasługuję na ocenę dostateczną plus. Mogło być lepiej… A jeśli kolejne tomy okażą się ciekawsze i będą lepiej napisane, to zapewne wystawię im wyższą notę.

wtorek, 11 stycznia 2011

Blog roku - kategoria "Kultura"

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli oddacie głos na mojego bloga, który bierze udział w konkursie "Blog roku" - kategoria Kultura.  


Koszt SMS, to 1,23 zł brutto. Z góry dziękuję za wszystkie oddane głosy :)

Co czytać, kiedy nie można zasnąć (konkurs ksiegarni Matras)

Matras zachęca do wzięcia udziału w cotygodniowym konkursie polegającym na rekomendowaniu książek na różne okazje.

                     

Wystarczy wejść na stronę www.matras.pl, zalogować się i napisać na stronie konkursowej (w komentarzach), jaką książkę czytać, kiedy nie można zasnąć. Polecajcie książki, które uspokajają, pozwalają oderwać się od codziennych kłopotów, przenoszą w marzenia lub zwyczajnie usypiają.

Do wygrania jedna z trzech książek "Równoleżnik zero".

Konkurs trwa od 10 do 17 stycznia. Ogłoszenie wyników 19 stycznia.

czwartek, 6 stycznia 2011

Haruki Murakami - wyzwanie czytelnicze (edycja polska)

Dziś na kilku blogach pojawiła się informacji o wyzwaniu czytelniczym skupiającym się na książkach Murakamiego. W mojej głowie zaświtała myśl - dlaczego by nie zrobić polskiej wersji? I oto jest : www.haruki-murakami-wyzwanie.blogspot.com 
Wyzwanie trwa od 1 stycznia do 31 grudnia 2011 roku - myślę, że w przypadku polskiej wersji będzie podobnie. Nie ustalam zasad :) Do wyzwania może przyłączyć się każdy, kto lubi Murakamiego i jego książki.

wtorek, 4 stycznia 2011

Pieniądze szczęścia nie dają... (Richard Newsome "Klątwa miliardera i tajemniczy diament")

Nowe media coraz częściej wkraczają do literatury – czasem za sprawą muzyki, której można posłuchać podczas lektury, czasem filmu, który wzbogaca przekaz prezentowany w książce, a czasem gry planszowej, który przenosi książkę w inny wymiar. Ostatnio wydawcy zrobili kolejny krok w kierunku uatrakcyjnienia lektury. Mowa tutaj o Wydawnictwie Łyński Kamień, które wydało w ostatnim czasie książkę „Klątwa miliardera i tajemniczy diament”. 


Książka stanowi pierwszą część trylogii przygód młodego Geralda, który pewnego dnia dziedziczy niemałą fortunę po zmarłej w niewyjaśnionych okolicznościach ciotce.  Z chwilą kiedy otrzymuje w spadku fortunę, zaczynają się jego problemy… Z czasem chłopiec dowiaduje się, że jego ciotka została zamordowana, a on jest następny na liście groźnych morderców. Z pomocą przyjaciół odkrywa, kto i dlaczego zamordował jego ciotkę… 

Potencjalnymi odbiorcami książki są dzieci i młodzież... Młodzieżą już dawno przestałam być, a mimo to muszę przyznać, że bawiłam się doskonale. I nie ma co się dziwić… Książka jest niesamowita – trzyma w napięciu od pierwszych stron. Fabuła jest ciekawa, a każdy rozdział zaskakuje czytelnika rozwojem wydarzeń. Lekturę ożywiają wirtualne ilustracje, które stanowią innowacyjne rozwiązanie. Jak to działa? Wystarczy włączyć kamerę internetową i zbliżyć rysunek, który znajduje się w książce, żeby naszym oczom ukazała się zawartość zamkniętej szafy, bądź szkatułki… 

Autorem tej oryginalnej powieści jest urodzony w Nowej Zelandii Richard Newsome. Inspiracją do stworzonej przez niego powieści były historyjki, które pisarz opowiadał swoim dzieciom przed snem. „Klątwa miliardera i tajemniczy diament” zebrała znakomite recenzje, prawa do niej zostały sprzedane w wielu krajach, a autor otrzymał za nią nagrodę literacką - Text Price for Young Adult and Children’s Writing. Jak widać, warto czasem puścić wolno wodze fantazji…  


Poniżej filmik, na którym możecie zobaczyć owe wirtualne ilustracje:

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Warto się szukać... (Richard Paul Evans "Stokrotki w śniegu")

Święta skończyły się już jakiś czas temu, ale odrobina magii wciąż snuje się za mną. Wszystko za sprawą książki „Stokrotki w śniegu”, którą miałam okazję czytać w Boże Narodzenie. Jej autorem jest Richard Paul Evans, który na swoim koncie ma kilkanaście powieści  (na język polski przetłumaczono zaledwie kilka: „Podarunek”, „Słonecznik”, „Ostatnia obietnica”, „Doskonały dzień”, i „Stokrotki w śniegu”). 



Bohaterem książki „Stokrotki w śniegu” Evans uczynił biznesmena działającego w branży nieruchomości. James Kier to cyniczny człowiek, dla którego z czasem przestaje liczyć się drugi człowiek, (w tym najbliższa rodzina), współpracownicy zwyczajnie się go boją, a ludzie z którymi zawarł transakcje przeżywają koszmar na jawie... Gdy w prasie omyłkowo ukazała się informacja o tym, że James Kier zginął w wypadku samochodowym, wiele osób odetchnęło z ulgą. Sam Kier doznał niemałego szoku czytając komentarze osób biorących udział w dyskusji jaka wywiązała się pod jednym z artykułów opublikowanych w sieci. Każdy kolejny komentarz kruszył lód otaczający serce Kiera, który zdaje sobie sprawę, jak bardzo się zmienił. Szybko przechodzi do czynów, które mają na celu naprawę wyrządzonych przez siebie szkód…

Brzmi znajomo? Owszem… Książka wzorowana jest na „Opowieści wigilijnej” i stanowią jej współczesną wariację – muszę przyznać, że całkiem udaną. Książka nie pretenduje do miana wielkiego arcydzieła – ot, po prostu ma dać chwilę wytchnienia i pokazać, że na zmianę nigdy nie jest za późno. Akcja książki oscyluje wokół Bożego Narodzenia – i muszę zaznaczyć, że jest to idealny czas na tego typu zmiany i tego typu historie: lekkie, przyjemne, dobrze napisane, a przede wszystkim dające nadzieję… Bo taka jest książka „Stokrotki w śniegu” – daje pokrzepienie, pozwala zdystansować się wobec własnego życia, które nie zawsze jest takie, jakie chcielibyśmy, żeby było. Książka wzrusza, a historia zapada na długo w pamięci.

Na pewno jeszcze długo będę wracała do pewnego cytatu z książki: 

Dla wielbicieli autora  mam dobrą wiadomość – już niebawem wydana zostanie przez Wydawnictwo Znak kolejna powieść pisarza – „Szukając Noel”.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...