piątek, 20 marca 2015

Dogville jako nośnik uniwersalnych symboli


Życie i doświadczenia człowieka od zawsze były tematyką filmów.  Przedstawiane go na różnych płaszczyznach, z wykorzystaniem oszczędnych środków czy też najnowszych efektów specjalnych i tak sprowadzało się do jednego – skierowania uwagi na człowieka i jego problemy egzystencjalne. Znakomitym przykładem oryginalnego podejścia do tego tematu może poszczycić się Lars von Trier. Jego film Dogville otwierający trylogię „U S  i A” [1] jest filmem nietypowym, o czym możemy się przekonać już w pierwszym ujęciu, w którym z lotu ptaka widoczny jest plan miasta – miasta, które wyznaczają białe, umowne linie, a niekonwencjonalna sceneria, na którą składają się domy bez ścian, ogród bez prawdziwych roślin, czy namalowany kontur psa jeszcze bardziej utwierdzają nas w przeświadczeniu, że oto stajemy się uczestnikami czegoś nowego, czego jeszcze nikt wcześniej nam nie zaserwował. Szybko przekonujemy się, że Lars von Trier jest zwolennikiem minimalizmu w sztuce filmowej, i właśnie owy minimalizm jest tutaj najbardziej widoczny. 

Jednym z rozwiązań, jakie zastosował Lars von Trier było nakręcenie swojego filmu w wielkiej hali dźwiękowej pod Sztokholmem, zastosowanie quasi-teatralnej scenerii i rezygnacja z efektów specjalnych, co sprawiło, że nasza uwaga koncentruje się na relacjach jakie zachodzą między bohaterami – dramacie, jaki doświadcza kobieta szukająca schronienia w odizolowanym i zamkniętym miasteczku, gdzie wszyscy dobrze się znają i sceptycznie podchodzą do nowo przybyłych osób, które chcą zakłócić ich spokój. Efekt odizolowania potęguje ciemność, która brutalnie odcina miasteczko Dogville, każąc nam się domyślać, co może znajdować się dalej.

 

Kolejnym rozwiązaniem zastosowanym przez reżysera jest budowanie umownych domostw, które wyznaczają białe linie. Zabieg zastosowany przez Larsa von Triera ma również na celu odwołanie się do naszej wiedzy i bazowanie na naszym życiowym doświadczeniu. To nic innego jak znak, który odsyła nas do kompetencji oglądania map. Białe linie wyznaczające poszczególne domy i miejsca w ogródku to nie jedyne znaki postrzegane przez nas w filmie duńskiego reżysera. Podobny zabieg zastosował on w przypadku psa należącego do jednej z rodzin zamieszkujących Dogville. O jego obecności mówi nam kontur, napis „dog” oraz rozlegające się od czasu do czasu szczekanie. Mamy zatem pojęcie (signifié) [2] oraz obraz akustyczny (signifiant) [3 F. de Saussure, Kurs językoznawstwa ogólnego, Warszawa 1991, s. 91, które razem składają się na obraz psa, który istnieje tylko w naszej wyobraźni, a co za tym idzie mamy do czynienia ze znakiem konwencjonalnym, opartym na umowie społecznej.

Środki wykorzystane przez reżysera (budowanie domów bez ścian, dachów, drzwi, okien czy zbędnych mebli, czyli jednym słowem cała ich umowność), potęgują uczucie, że wszyscy znają wszystkich, co raczej jest rzeczą normalną w tak małej - bo liczącej piętnastu mieszkańców - społeczności. Wszyscy znają się w tak małym miasteczku, więc nie potrzebne jest zaznaczanie obecności psa, czy roślin w ogrodzie, o których wszyscy mieszkający w Dogville i tak wiedzą.

Za pomocą wykorzystanej w filmie umowności, zwraca naszą uwagę na nieco inny problem, a mianowicie hipokryzję mieszkańców, którzy znają się, a mimo to, nie wiedzą co dzieje się w domu obok. Warto zadać sobie pytanie, czy chcą o tym wszystkim wiedzieć, czy też nie. Może chcą żyć własnym życiem i interesują się innymi wtedy, kiedy im to akurat pasuje? Interpretując w taki sposób zachowanie mieszkańców Dogville rozumiemy, dlaczego reżyser zastosował taką, a nie inną formę.

Lars von Trier oprócz hipokryzji skupia się również na ukazaniu małomiasteczkowości, próżności i zakłamania – pojęć symbolicznych, które królują nie tylko w Dogville, ale w każdym innym miejscu na świecie. Reżyserowi udaje się to doskonale ukazać właśnie za pomocą białych linii, które wskazują na uniwersalność i fakt, że Dogville symbolizuje miasteczko jakich wiele. Ludzie mieszkający w Dogville to ci sami ludzie, których spotykamy na co dzień – ludzie, którzy bez większych skrupułów potrafią wykorzystać drugiego człowieka w celu zrealizowania swoich celów i zaspokojenia żądzy. Mieszkańcy Dogville otrzymują władze i siłę i wykorzystują ją w stosunku do obcej, nowo przybyłej osoby, o czym pisze sam reżyser w jednej ze swoich wypowiedzi: „Sposób, w jaki mieszkańcy Dogville traktują Grace, pokazuje, że oddawanie siebie innym w prezencie może być bardzo niebezpieczne. Władza, jaką ludzie wtedy dostają nad jednostką, deprawuje ich. Jeśli dajesz siebie za darmo, to wszystko się zepsuje. Zawsze są pewne granice. Myślę, że mieszkańcy Dogville byli w porządku przed przybyciem Grace, tak jak jestem przekonany, iż Ameryka byłaby przepięknym miejscem, gdyby mieszkali tam tylko milionerzy grający w golfa. Byłoby to cudowne, spokojne społeczeństwo, ale z tego co wiem, rzeczywistość przedstawia się inaczej. Niestety, jest tam też wiele nieudaczników” [4] 

Uniwersalność i symbolizm objawia się u von Triera również w przypadku psa. Już sam tytuł filmu wskazuje nam, że w Dogville mieszkają jakieś psy. Patrząc teraz przez pryzmat nazwy Dogville na społeczność, jaka to miasteczko zamieszkuje, bez wahania możemy stwierdzić, że pies, który symbolizuje wierność czy przyjaźń, symbolizuje również to, co zwierzęce. Owa zwierzęcość przejawia się w zachowaniu mieszkańców Dogville, którzy początkowo nieufni wobec Grace, przyjmują ją do swojej społeczności. Współczujący i dobrzy mieszkańcy, z czasem zmieniają się zachłanne bestie, pragnące więcej i więcej. Podobna zmiana zachodzi w Grace, która oswojona przez mieszkańców Dogville, gdy tylko przejrzy na oczy, zmienia się w tą, która wymierza sprawiedliwość – psa, którzy szczerzy kły na własnego pana, psa, który ma dosyć poniżania i wykorzystywania przez tych, którym ufała. Zabawnym jest fakt, że pożar, który wybucha w „Psim mieście” przeżywa Mojżesz – jedyny prawdziwy (choć narysowany jak wszystkie domy w miasteczku) pies w Dogville.

Ascetyczność obrazów przedstawianych przez reżysera prowadzi do paradoksalnego stwierdzenia, że skromność wizualna niesie bardziej pełny i nasycony informacjami przekaz, niż klasycznie rozumiany przekaz filmowy z jakim spotykamy się na co dzień. Pełne zrozumienie przekazu filmu jest możliwe wyłącznie przy zachowaniu świadomości fikcyjności obrazu. Przyjąć należy jednak wszelkie reguły panujące w świecie przedstawionym, uznać go za całkowitą prawdę, zawierzyć reżyserowi i dać się ponieść opowiadanej  przez niego historii. Z całą pewnością nie można traktować Dogville jak tradycyjny film, ale coś nowego i oryginalnego, co mimo wykorzystania minimalnych środków, potrafi przykuć nas do ekranu na trzy godziny, pozostawiając ogromne pole do interpretacji.  Im lepiej potrafimy odczytać symbole ukryte w filmie, tym większa satysfakcja, że udało nam się pójść tropem wyznaczonym przez  reżysera. Wystarczy odrobina dobrej woli i chęci na grę w nieco odmiennym filmowym świecie Larsa von Triera. Świecie oryginalnym i nietuzinkowym.


 [1] www.pl.zoneeuropa.tv/Cinemania/2089/20895288.html?chid=81bbb2f769f499da7c1de35e114daa6d, 16. 02. 2009
[2] F. de Saussure, Kurs językoznawstwa ogólnego, Warszawa 1991, s. 91
[3] Tamże, s. 91
[4] www.gutekfilm.pl/dogville/wypowiedzi.asp, 16. 02. 2009

czwartek, 29 stycznia 2015

Is anybody here?

Siedzę i dumam, zamyślam się w sobie, karcę i krytykuję za to, że tak za opuściłam swojego bloga. Jakieś dziwne uczucie ogarnia mnie do tego stopnia, że odkładam czytaną przed chwilą książkę na bok i zaczynam pisać, bowiem do napisania mam co nieco... 

Wiem, że nie było mnie tu dość długo i biję się z tego powodu w pierś. Trochę się działo u mnie dobrych i złych, ciekawych i mnie interesujących rzeczy, wierzcie mi lub nie, wciąż próbowałam się zmotywować, żeby cokolwiek zrecenzować, ale z każdym dniem, tygodniem i miesiącem było tylko gorzej.

Mam kilka przeczytanych książek i filmów, które wypadałoby by bądź, które po prostu chciałabym zrecenzować, a tego nie zrobiłam. Dlaczego piszę to, co piszę? Bo przeczytałam dziś coś, co mnie zainspirowało do powrotu - mowa tutaj o notce, która pojawiła się dziś na blogu Justyny Sobolewskiej.

Nie bez powodu tu o nim dziś wspominam, ponieważ podzielam zdanie autorki i przyznaję się publicznie, że pomimo tego, że w tamtym roku zadeklarowałam, że przeczytam 52 książki, nie zrobiłam tego i jest mi z tym dobrze ;) Czytałam książki w swoim tempie, delektując się nimi, nie odbierając sobie żadnych innych przyjemności. 

Zapewne było by ciut lepiej, gdybym więcej czasu spędzała w komunikacji miejskiej - zapewne będzie pod tym względem ciut lepiej w tym roku, ponieważ jeżdżę więcej i dalej, a moje podróże nie ograniczają się tylko i wyłącznie do 15 minutowej trasy autobusem na terenie mojego rodzinnego miasta. 

Trochę więcej czytałam siedząc przez dwa miesiące po 12 godzin w pracy - oj tak, gdy już się zrobi wszystko, co się miało zrobić, to zostaje całkiem sporo czasu na czytanie - ale spędzając tyle godzin w pracy nie zawsze umysł jest w stanie ogarniać jeszcze fakt, że musi się skupić na tekście. 

Swoją drogą, nie zawsze chcę mi się czytać i nie zawsze jest ku temu okazja zarówno w autobusie, jak i w pracy - czasem jestem zmęczona, czasem spotkam znajomego/znajomą, czasem chcę po prostu pomyśleć i poobserwować ludzi, bądź zrobić cokolwiek innego... 

Ale to się zmieni. Nie postanawiam sobie nic wielkiego na ten rok, ale fajnie by było w lutym skończyć 3 książki, które zaczęłam czytać jakiś czas temu :) Fajnie byłoby też napisać recenzje tego, co przeczytałam, a o czym nie chciało mi się dotąd napisać ;) 

Mam nadzieję i wierzę w to, że będzie lepiej. Trzymam sama za siebie kciuki :) 

środa, 30 kwietnia 2014

Kwietniowy must have, czyli na co warto zwrócić uwagę

KSIĄŻKI

Mary Roach - Gastrofaza. Przygody w układzie pokarmowym 






Roach Mary powraca z nową, fascynującą książką! Uwielbiana przez czytelników autorka „Bzyka i sztywniaka” tym razem rusza w szaloną podróż po przewodzie pokarmowym.

Bez względu na to jak smaczną potrawą się delektujecie, jedzenie zawsze rozpoczyna swoją wędrówkę od jednego końca przewodu pokarmowego, by po jakimś czasie zakończyć ją w drugim. Co się dzieje w trakcie? Chcielibyście wiedzieć, ale wstydzicie się zapytać?

Mary Roach postanowiła to sprawdzić. Przepytała naukowców i lekarzy, za pomocą maleńkiego cyfrowego aparatu podejrzała życie stu trylionów lokatorów naszych wnętrzności i dokładnie przestudiowała bristolską skalę uformowania stolca. Nawet przeszczep bakterii kałowych nie zdołał jej obrzydzić!

Dzięki temu i my możemy poznać odpowiedź na dręczące nas pytania:

• Dlaczego tak lubimy chrupiące potrawy?
• Jak to się dzieje, że żołądki nie trawią same siebie?
• Czy zaparcie może doprowadzić do zgonu? I czy właśnie z tego powodu umarł Elvis?



Maja Lidia Kossakowska - Takeshi. Cień śmierci



Sztuka walki – najważniejsza ze sztuk?

Nie ma ucieczki przed przeznaczeniem. Mroczny cień śmierci wyłania się z każdą chwilą, niespodziewanie.

Samotna wędrówka gościńcem i krótki wypad do karczmy w sekundę może odwrócić porządek świata. I tylko jeden człowiek potrafi zachować spokój. Nawet w trakcie ostatecznej próby. Walki o życie ze wściekłą jak wulkan psychopatyczną Mariko.

Porywające, pełne intryg starcie klanów podkreślone szkarłatnym cięciem katany.
Kadr wycięty z Kill Bill’a .


George R. R. Martin - Nawałnica mieczy. Krew i złoto (okładka filmowa)



Druga część trzeciego tomu cyklu Pieśń Lodu i Ognia, który zdobył podziw czytelników i krytyki na całym świecie. Locus uznał tom pierwsz, "Grę o tron", za najlepszą powieść fantasy 1997 roku. Tom drugi, "Starcie królów", dowiódł słuszności decyzji.

PREMIERY DVD

Hobbit: Pustkowie Smauga (edycja specjalna) 




Druga część filmowego arcydzieła w reżyserii Petera Jacksona.

Hobbit Bilbo Baggins, Czarodziej Gandalf i Trzynastu Krasnoludów pod wodzą Thorina Dębowej Tarczy, kontynuują wyprawę, której celem jest odzyskanie Ereboru - Królestwa Krasnoludów. W czasie podróży spotkają niedźwiedzia-wojownika Beorna, gigantyczne Pająki z Mrocznej Puszczy, Leśne Elfy dowodzone przez Legolasa, Taurielę i Króla Thranduila oraz tajemniczego łucznika zwanego Bardem, który przemyca ich do Miasta Na Jeziorze. Kiedy wreszcie ujrzą Samotną Górę staną twarzą w twarz z największym niebezpieczeństwem - Smokiem Smaugiem.
 


Charlie musi umrzeć 




Charlie Countryman (LaBeouf) jest typem nieco naiwnego i postrzelonego młodzieńca. Pewnego dnia los rzuca go do Bukaresztu, gdzie całkowicie traci głowę dla pięknej rumuńskiej wiolonczelistki Gabi (Wood). Dziewczyna związana jest jednak z miejscowym gangsterem – porywczym i brutalnym Nigelem (Mikkelsen). Zakochany Charlie nie zważa na niebezpieczeństwa i robi wszystko, aby wyrwać Gabi z rąk mafii. Dla osiągnięcia celu gotów jest nawet... umrzeć. 


Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia

 

 

Po zwycięstwie w 74. Głodowych Igrzyskach, Katniss Everdeen (Lawrence) oraz Peeta Mellark (Hutcherson) udają się na obowiązkowe Tournée Zwycięzców. Choć zuchwale złamali reguły rozgrywki, w glorii zwycięstwa odwiedzają kolejne dystrykty. Dowiadują się o fali zamieszek, do których przyczynił się ich niebywały wyczyn. W tym samym czasie prezydent Snow (Donald Sutherland) przystępuje do organizacji jubileuszowych, 75. Igrzysk, w których dawni zwycięzcy będą musieli stanąć przeciw sobie. Te wydarzenia mogą zmienić państwo Panem na zawsze.


MUZYKA


Artur Rojek - Składam się z ciągłych powtórzeń


Utwór "Lato 76" opowiada prawdziwą historię. "Gdybyś nie zahamował nie byłoby mnie" – śpiewa Rojek, który jako kilkuletni chłopiec niemal zginął pod kołami samochodu.

Dziś jest dojrzałym mężczyzną, który zwolnił na chwilę, by przyjrzeć się temu, co bierzemy mylnie za nieuchronną rzeczywistość, a co jest tylko jednym z jej wariantów. Po odejściu z zespołu, w którym spędził większą część swojego życia, Artur miał więcej czasu dla siebie niż kiedykolwiek wcześniej. Dużo podróżował. Po świecie, ale i po swoim mieście. Odwiedzał miejsca, w których kiedyś był, w których coś czuł, kogoś kochał, czegoś się bał. I odwiedzał miejsca w których mógł być, ale nie był wcale lub był nie do końca, niezupełnie, niewyraźnie. Rojek nagrał bardzo osobisty album, ale to nie jest jego prywatna historia, to nie jego życiorys. To jego życie potencjalne. Alternatywne, ale niespełnione. To rozmowa z duchami, z bytami których nie było. ""Składam się z ciągłych powtórzeń"" może być płytą o rutynie codzienności, ale może też być opowieścią o tym, jak wiele od nas zależy i jak łatwo z tego rezygnujemy. Może niepotrzebnie?

Artur Rojek - kompozytor, autor tekstów, wokalista, promotor. Tyleż idol, co autorytet (a to wbrew pozorom nie zawsze idzie w parze). Człowiek z monopolem na sukces – czego się nie dotknie, zawsze mu wychodzi. Współtwórca i lider Myslovitz, z którym wydał 9 albumów, a także założyciel i lider grupy Lenny Valentino. Współpracował ponadto z Katarzyną Nosowską, Smolikiem, czy Pustkami. Pomysłodawca i dyrektor artystyczny OFF Festiwalu. Mimo pracy nad OFF Festiwalem Artur Rojek znalazł czas na przygotowanie pierwszego w pełni solowego albumu.



Coldplay - Ghost stories



„Ghost Stories” to szósty studyjny album grupy Coldplay. W studiu Chrisa Martina i kolegów wspierał Jon Hopkins, a także współpracownik Adele, Paul Epworth. W nadanie brzmienia krążkowi zaangażowani byli również między innymi Rik Simpson i Dan Green oraz basista Coldplay, Guy Berryman.

Pierwszym oficjalnym singlem promującym album jest kawałek „Magic”. Do piosenki powstał teledysk, który zrealizował wielki mistrz wideoklipów, laureat Grammy, Szwed Jonas Åkerlund, który ma na koncie współpracę chociażby z Madonną, Britney Spears, Lady Gagą, Robbie'em Williamsem, Ozzym Osbourne'em, Davidem Guettą i Rammstein. Lider Coldplay, Chris Martin, wciela się w filmiku w lojalnego asystenta i jednocześnie brutalnego męża osoby czyniącej magiczne sztuczki. Z kolei tę rolę gra jedna z największych i najpiękniejszych gwiazd kina, Chinka Ziyi Zhang, którą znamy chociażby z filmu "Przyczajony tygrys, ukryty smok".

sobota, 26 kwietnia 2014

Cytując... (20)

Dziś tekst piosenki, której ostatnio sporo słucham. Dziś pasuje idealnie - do pogody, stanu ducha, myśli...




Will I ever come back
From my sweet melancholia
Come back

I’m here
With my sweet melancholia
All I know is that I’m full of need
I’m safe
With my sweet melancholy
Melancholia
Were you born deep in the green ocean

Will I come back
Come back
From my sweet melancholia

I’m here
My face is covered with sadness
I have drunk up every drop of depths
I’m real
With my sweet solid friend
Melancholy
Will you take me deep in the ocean

czwartek, 17 kwietnia 2014

Flesz kulturalny #1

Jakiś czas temu Agnieszka Tatera umieściła na swoim blogu wpis, w którym w krótko prezentuje dane książki. 

I ja postanowiłam wprowadzić na blogu krótkie notki, bo nie zawsze mam ochotę pisać o jakiejś książce dłuższą notkę czy recenzję. Chciałabym też czasem napisać kilka słów o jakimś filmie czy komiksie. 

I tak oto nowy cykl i tytuł, który wymyśliłam sobie sama - mam nadzieję, że oryginalny i nie powielający się. 


Kickass - Mark Millar, John Romita Jr. 

Muszę przyznać, że Kick-ass to bardzo dobry komiks. Po czym wnioskuję? A po tym, że w chwili, gdy zaczęłam czytać 1 zeszyt, nie przestałam, aż do ostatniej strony. 

Świetna kreska, bardzo żywe kolory, ciekawa fabuła i bohaterowie. 

Nie wiedziałam o tym komiksie, dopóki nie obejrzałam ekranizacji obu części. 




Sekretne życie Waltera Mitty

Dawno nie miałam okazji oglądać tak "ładnego" filmu, który stanowi prawdziwą ucztę dla oczu i uszu widza, a na dodatek niesie bardzo fajne przesłanie, o pragnieniu przygody, harmonii w życiu, pokonywaniu trudności dla wybranki serca. 








Tylko kochankowie przeżyją

Bardzo lubię filmy Jarmuscha. Są specyficzne i intrygujące. Nie dzieje się w nich za dużo i tym, co odgrywa w nich główną rolę jest dialog między bohaterami. Nie inaczej jest w ostatnim filmie tego reżysera, w którym główna rolę odgrywają wampiry (spokojnie, to nie jest kolejny "Zmierzch" - wręcz przeciwnie). Niezwykle urzekający swoją poetyką. Polecam.






Wybór - Aleksandra Ruda

Trudno mi ocenić kontynuację powieści "Odnaleźć swą drogę". o której pisałam już na swoim blogu - niby ucieszył mnie fakt, że jest druga część, ale liczyłam na coś ciekawszego i innego niż to, z czym miałam już do czynienia. 









Żywe trupy, tom 6 

Skończyłam i niemal od razu zabrałam się za kolejny tom... 

Interesujący i wciągający. 

Nie ukrywam, że zaczęłam go czytać po tym, jak zaczęłam oglądać serial. Nie spodziewałam się, że aż tak będzie się różnił od serialu.





Dziewczyny


Niedawno skończyłam oglądać.  Naprawdę dobry babski serial, który i facet obejrzy i nawet mu się spodoba (wiem z doświadczenia). Dlaczego? Bo nie jest to taki typowy serial dla dziewczyn, chociaż sporo w nim narzekania i biadolenia o życiu, facetach, pracy i wszelkiego rodzaju rozterkach. Są też imprezy, zabawa, dialogi z jajem, ironia i sarkazm.

środa, 16 kwietnia 2014

ZaBOOKowani w sztuce

Od kilku dni odbywam staż w Centrum Kultury Teatr Sztuk w Jaworznie i mam okazję brać udział w projekcje "ZaBOOKowani w sztuce".

Projekt ten powstał z inicjatywy Katarzyny Pokuty i Barbary Wójcik – Wiktorowicz. 

Projekt ten realizowany jest w województwie śląskim i małopolskim w ramach Akademii Orange i ma na celu zaangażowanie lokalnej społeczności, budowanie i szerzenie wiedzy o regionie, a także jest ciekawą aktywnością w zakresie dziedzictwa kulturowego.  

Muszę się przyznać, że jest to coś, w czym się odnajduję, ponieważ od zawsze podobała mi się książka artystyczna i różne jej przejawy. Wczoraj miałam okazję uczestniczyć w warsztatach, które odbywały się w Chorzowie. Planuję również stworzyć swoją własną książkę artystyczną wpisującą się w projekt organizatorek.




W ramach projektu nagrany został audiobook w oparciu o lokalne legendy i opowieści. Aktualnie realizowane są książki artystyczne, czyli obiektów artystycznych powstających pod okiem artystów i specjalistów z Teatru Sztuk, które wizualnie odnoszą się do treści owych legend.   






Już 3 instytucje spośród 13 zrealizowały z wspólnie z organizatorami pierwsze książki artystyczne.   



W maju na rynku miasta Jaworzno odbędzie się finał całego przedsięwzięcia. 



Szczegóły sukcesywnie zdradzane są na stronach:  
Zapraszam do śledzenia naszych działań.

piątek, 11 kwietnia 2014

Takeshi.Cień Śmierci - Maja Lidia Kossakowska

Dziś miała swoją premierę książka Takeshi.Cień Śmierci.


Sztuka walki – najważniejsza ze sztuk?
Nie ma ucieczki przed przeznaczeniem. Mroczny cień śmierci wyłania się z każdą chwilą, niespodziewanie.

Samotna wędrówka gościńcem i krótki wypad do karczmy w sekundę może odwrócić porządek świata. I tylko jeden człowiek potrafi zachować spokój. Nawet w trakcie ostatecznej próby. Walki o życie ze wściekłą jak wulkan psychopatyczną Mariko.
Porywające, pełne intryg starcie klanów podkreślone szkarłatnym cięciem katany.
Kadr wycięty z Kill Bill’a .



Książki Mai Lidii Kossakowskiej od początku jej twórczej drogi cieszą się ogromną sympatią czytelników licznie przybywających na spotkania z autorką.

Pisarka wychowana na klasyce i literaturze amerykańskiej z Fabryką Słów wydała do tej pory trzynaście książek.

Takeshi. Cień Śmierci to nowy rozdział w karierze pisarskiej Mai Lidii Kossakowskiej. Doskonałe połączenie zainteresowań autorki kulturą Dalekiego Wschodu, mitologią różnych kultur, a także miłości do zwierząt, poezji, muzyki, magii i nowych technologii.

To film, który zawsze chciała napisać.




A TUTAJ możecie przeczytać fragment powieści.

sobota, 5 kwietnia 2014

Muzyka duszy - Terry Pratchett

"Muzyka duszy" to pierwsze książka z cyklu "Świat dysku", którą dane mi było przeczytać, chociaż moja przygoda z książkami Pratchetta zaczęła się od powieści "Spryciarz z Londynu".

Dlaczego sięgnęłam właśnie po ten tom? Ze względu na tytuł, który od jakiegoś czasu przyciągał mnie do siebie , bowiem muzyka odgrywa ważną rolę (jeśli nie najważniejszą) w moim życiu, zaraz po książkach.

"Muzyka duszy" to 16 tom z cyklu "Świat dysku". Warto wspomnieć tym, którzy nic Pratchetta jeszcze nie czytali,, że cykl ten jest dość specyficzny - bohaterowie dorastają i starzeją się wraz z każdą napisaną przez autora książce. Sięgając po poprzednie tomy wyraźnie to odczuwamy i zdajemy sobie sprawę, że "Świat dysku" lepiej jest czytać po kolei - dzięki temu unikniemy zaskoczenia i będziemy się znacznie lepiej bawić podczas lektury. Nie jest to jednak wymagane bo u Pratchetta każda książka to osobna historia, bądź kontynuacja, którą możemy czytać bez znajomości całej masy szczegółów wspomnianych i opisanych wcześniej. 

"Muzyka duszy" to niezwykła historia. Dużo się dzieje w tej książce za sprawą niezliczonej ilości bohaterów, których historie wzajemnie się zazębiają, by jeszcze bardziej skomplikować akcję powieści, która już na początku jest dość zawikłana za sprawą Śmierci, który postanawia zniknąć. Jego obowiązki musi przejąć jego niczego nieświadoma dotąd wnuczka Susan. Ona z kolei spotyka na swojej drodze muzyka Impa, któremu musi odebrać życie, co jak się okazuje, nie jest wcale takie proste... Nie zabraknie też innych jakże oryginalnych bohaterów takich jak troll kamienny i krasnolud, którzy tworzyli wraz z Impem zespół grający muzykę wykrokową; gadający kruk; Śmierć Szczurów.

W chwili gdy piszę tę recenzję jestem już po lekturze trzech pierwszych tomów "Świata dysku". Nie żałuję, że swoją przygodę z tym cyklem zaczęłam właśnie od tego tomu. Pratchett to wyjątkowy pisarz, który potrafi w ciekawych historiach zawrzeć niesamowicie wiele mądrości i humoru. I taka też jest ta powieść - wyjątkowa, zabawna, pouczająca, ale też wymagająca więcej uwagi, niż tomy, które dane mi było przeczytać potem. 

I powiem Wam jedno - tak jak muzyka zmienia w tej książce ludzi, którzy jej słuchają, tak książki Pratchetta zmieniają raz na zawsze ludzi, którzy je czytają. 

piątek, 28 marca 2014

Pyrkon 2014 (relacja + foto)

W ubiegły weekend byłam z moim facetem na Pyrkonie w Poznaniu. Szczerze mówiąc to relację z tego wydarzenia można by było zawrzeć w jednym zdaniu - było zajebiście i za rok też jedziemy, ale może warto napisać coś więcej. ;)

Do Poznania dotarliśmy pociągiem, co zajęło nam jakieś 6 godzin, ale opłacało się, gdy na miejscu naszym oczom ukazał się kompleks hal, w których miały odbywać się planowane prelekcje, konkursy, spotkania z autorami, pokazy i inne zaplanowane atrakcje. 

Na wejściu, po zakupieniu wejściówek wręczono nam pakiet powitalny, w którym znajdował się fajnie wydany przewodnik po Festiwalu, pamiątkowa kostka, smycz na której można było zawiesić identyfikator, a także obszerny plan, którego już samo studiowanie przyprawiało o zawrót głowy.

Atrakcje odbywały się w 30 różnych salach! Na szczęście razem z moim facetem mamy te same zainteresowania, więc mogliśmy przemieszczać się po terenie festiwalu i brać udział z prelekcjach i spotkaniach wspólnie.

Muszę przyznać, że trochę dziwnie to wyglądało u nas - najpierw planowaliśmy na co iść, szliśmy na to - jeśli nam się nie spodobało, to udawaliśmy się w inne miejsce. Czasem po drodze zatrzymywaliśmy się gdzie i już tam zostawaliśmy, zapominając o wcześniejszych planach.

Zaskoczył nas ogrom przygotowanych atrakcji - program był wypełniony do granic możliwości i ciężko było się zdecydować na co się udać - zwłaszcza gdy o jednej godzinie odbywało się 5 interesujących nas rzeczy. 

Niejednokrotnie na spotkanie, wykład czy konkurs, który nas interesował, nie mogliśmy się się dostać, z powodu ogromnego zainteresowania. Co robiliśmy wtedy? Szliśmy dalej, bez obawy że nie uda nam się znaleźć nic ciekawego.   

Z ciekawych  i mniej ciekawych rzeczy na których udało nam się być (na chwilę, bądź na dłużej): 

Bóg a fantastyka naukowa
Koncert Perciwal Schutenbach
Gdyby DC i Marvel miały dziecko
Pokaz tańca irlandzkiego
Ciemne strony steampunka
Spotkanie z Jarosławem Grzedowiczem
Gala Pyrkonu
Koncert Percival historyczny
O latarnikach słów kilka, czyli wprowadzenie do Zielonej Latarni
Centaury, węże i pakowanie próżniowe, czyli jak nie rysować kobiet
Dlaczego dziewczynki muszą wpaść do studni, a chłopcy stoją na rozdrożu
Spiderman przez lata - od Przyjaznego Sąsiada do Ośmiornicy
Jak przetrwać zombie apokalipsę

Poniżej galeria - jakoś średnia, ale musicie mi to wybaczyć ;)

























































A oto nasze Pyrkonowe zdobycze: 








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...